czwartek, 12 grudnia 2013

X

- Mógłbyś się powiesić? - zagaduje tak nagle, że dotychczasowa cisza zdała mi się niemal niezręczna. Obrócił do mnie swoją twarz profilem, zauważyłem to tylko kątem oka, nie spojrzałem na Tooru. Przytknąłem papierosa do warg i zaciągnąłem się, udając, że się zastanawiam. Jego plecy, o które opierałem się swoimi, co swoją drogą było wspaniałym i jedynym dosłownym urzeczywistnieniem przekonania, że przyjaciel jest dla ciebie oparciem, wydawały się emanować ogarniające mnie znikąd i zupełnie momentalnie ciepło. Jego bliskość bynajmniej nie zapewniała mi warunków do skupienia.
- Czy to jakaś aluzja? - sarknąłem, niezbyt dyskretnie wymigując się od odpowiedzi. Również niezbyt skutecznie.
- Pewnie, wierzysz, że chciałoby mi się bawić w aluzje? - zaśmiał się i zaraz jego ciepłe palce lekko, jakby niepewnie nakryły moją dłoń. Nie miałem pojęcia, czy zrobił to z premedytacją czy też przypadkowo - ani na moment nie odwróciłem się w jego stronę, tym bardziej nie wspomnę więc o patrzeniu. Nie teraz, nie na takiego jego, gdy  patrzył zupełnie wprost tymi swoimi poważnymi i jakoś dziwnie wrażliwymi oczami  na mnie, a jego dłoń na mojej... Wybuchłem śmiechem, tak patetyczne to było. A ja byłem aż tak dziecinny. Albo po prostu tchórzliwy.
Wyraz jego spojrzenia nabrał ostrości, gdzieś na jego dnie czaiło się politowanie. Zniknęła wcześniejsza czułość, której dotąd nie znałem; wrócił lekko ironiczny wzrok i ten zupełnie nieestetyczny, bezpardonowy wytrzeszcz na twarzy. Stary, dobry Tooru wrócił. Z grymasem zaserwował mi kuksańca pod żebra. - Idiota. Jak boga kocham...
- No to chyba nie bardzo wychodzę na idiotę? - zironizowałem, przerywając mu, jednak odchrząknąwszy, spoważniałem. Wzruszyłem ramionami. - Nie wiem. Że niby teraz?
- No nie, jutro - odpowiedział w podobnym tonie.
- No jutro też mi nie pasuje. I po jutrze w sumie też. Wiesz, jestem trochę zajęty... - urwałem. Nie musiałem przecież kończyć, pointa wisiała w powietrzu.
- Czym niby? - zadał pytanie z gatunku tych retorycznych. Gdzieś tam może zdawaliśmy sobie sprawę, że cała rozmowa zaczynała robić się coraz bardziej bez sensu, ale chyba oboje po prostu kochaliśmy te nasze słowne gierki, przekomarzanki i trele-fere, i proszę pani!, a Tooru ciągnie mnie za włosy!
- Życiem. - powiedziałem, jakbym wypluwał przeżuty tytoń. 
- Przez "życie" rozumiesz snucie całymi dniami refleksji nad ulotnością i bezsensem ludzkiego bytu wśród akompaniamentu westchnień i tęsknych spojrzeń w dal?
- Słuchaj, jeżeli ty chcesz...
- No nie. - Wciął się mi w słowo. - Rany, nie. Pomyślałeś, że...- moje spojrzenie było dla niego jednoznaczną odpowiedzią.- Idiota!
- Wcale nie myślałem! - od razu odwróciłem od niego wzrok. 
- Jasne, że nie myślałeś - stwierdził nagle zadziwiająco łagodnie, miękko. Przysunął się nawet bliżej, czułem ciepły oddech gdzieś w okolicy prawego policzka. Jego uśmiech jakoś... Coś skręciło mnie w środku, chyba nie powinienem na raz tyle palić. Wszechobecne kłęby papierosowego smogu drażniły nozdrza, zaczęły wydawać się duszące. Zadymione pomieszczenie dziwnie dawało poczucie intymności, izolacji. - Nigdy bym cię o to nie podejrzewał.
Nie rozumiałem, ale coś było nie tak, coś inaczej. Jak można z kogoś drwić zupełnie jak zawsze, a niemal muskać wargami jego ucho?
- Kurrw...! - Tooru wycedził przez zaciśnięte szczęki i jednocześnie jak oparzony odskoczył, łokciem uderzając mnie prosto w twarz.
- No co jest!? - złapałem się za obolałe miejsce, obrzucając kumpla pełnym pretensji i niezrozumienia spojrzeniem.
- Kretynie, twój jebany pet...! - wysyczał przez zęby, machając niekontrolowanie ręką i dmuchając na nią zimnym powietrzem. Dopiero wtedy zauważyłem brzydki, zaczerwieniony ślad i drobinki popiołu  na jego dłoni, a potem połączyłem je z papierosem, który wciąż zapalony tkwił między moimi palcami. Zupełnie otwarcie wybuchnąłem śmiechem. Wyłapałem jeszcze spojrzenie, jakim mnie obdarzył, zupełnie jakby patrzył na jakąś wyjątkowo obrzydliwą niższą formę życia. Kurwa, lubiłem to spojrzenie. Dawało... poczucie bezpieczeństwa?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz