Zainspirowane smutkiem i samotnością.
__________________________________________________________________Conceived sorrow
Złamane światło księżyca wkradało
się przez okno do pokoju na ostatnim piętrze starej kamienicy.
Snopami padało pod kątem na twoją sylwetkę, zarysowując jej
kontur. Twoja skóra wydawała się być bielsza, niż kiedykolwiek,
podobna prószącym na granatowym niebie płatkom śniegu, usypującym
zmarzniętej ziemi ciężkie kobierczyki. Uchylone drzwi balkonowe
wpuszczały mroźne zimowe powietrze, które osiadało w naszej
sypialni, owiewało meble, sosnowe panele podłogowe i nasze nagie
ciała. Lekko drżałeś i zdawało się, jakby twoja cienka napięta
skóra zaraz mogła zostać przebita przez odstające kości.
Czubkiem nosa przesunąłem po twojej klatce piersiowej, żeberko po
żeberku, z dołu do góry, by zatopić twarz w zagłębieniu między
obojczykiem a szyją. Wciągnąłem zachłannie do płuc
oszałamiający zapach twoich drogich perfum, aż zakręciło mi się
w głowie. Poczułem jak powolnie oplatasz mnie swoimi drobnymi
ramionami, jakby zamykając mnie w żelaznym uścisku swojej
namiętności. Odniosłem wrażenie, że chcesz ukraść dla siebie
całe moje ciepło. Gdy przywarłeś wargami do moich ust, ogarnęła mnie obawa, że wyssiesz ze mnie ostatni oddech.
Siedziałeś na samym skraju
łóżka, z całym majestatem swojej postawy wystawiony ku moim
dłoniom, moim ustom i językowi, a ja klęczałem między twoimi
bladymi udami i droczyłem się z tobą, opuszkami palców sunąc po
twojej łydce w tę i z powrotem.
Nigdy nie wydawałeś mi się tak
piękny i nigdy nie kochałem cię tak bardzo, jak w tej jednej
chwili właśnie, gdy w akcie słabości i w poszukiwaniu jeszcze
więcej mojej bliskości, wciągałeś mnie na łóżko. Poza tą
właśnie chwilą, nie kochałem cię nigdy wcześniej i nigdy
więcej, Gara.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz