środa, 11 grudnia 2013

Y

Zainspirowane smutkiem i samotnością. 
__________________________________________________________________
                                               
                                                                                                        Conceived sorrow


       Złamane światło księżyca wkradało się przez okno do pokoju na ostatnim piętrze starej kamienicy. Snopami padało pod kątem na twoją sylwetkę, zarysowując jej kontur. Twoja skóra wydawała się być bielsza, niż kiedykolwiek, podobna prószącym na granatowym niebie płatkom śniegu, usypującym zmarzniętej ziemi ciężkie kobierczyki. Uchylone drzwi balkonowe wpuszczały mroźne zimowe powietrze, które osiadało w naszej sypialni, owiewało meble, sosnowe panele podłogowe i nasze nagie ciała. Lekko drżałeś i zdawało się, jakby twoja cienka napięta skóra zaraz mogła zostać przebita przez odstające kości. Czubkiem nosa przesunąłem po twojej klatce piersiowej, żeberko po żeberku, z dołu do góry, by zatopić twarz w zagłębieniu między obojczykiem a szyją. Wciągnąłem zachłannie do płuc oszałamiający zapach twoich drogich perfum, aż zakręciło mi się w głowie. Poczułem jak powolnie oplatasz mnie swoimi drobnymi ramionami, jakby zamykając mnie w żelaznym uścisku swojej namiętności. Odniosłem wrażenie, że chcesz ukraść dla siebie całe moje ciepło. Gdy przywarłeś wargami do moich ust, ogarnęła mnie obawa, że wyssiesz ze mnie ostatni oddech.
    Siedziałeś na samym skraju łóżka, z całym majestatem swojej postawy wystawiony ku moim dłoniom, moim ustom i językowi, a ja klęczałem między twoimi bladymi udami i droczyłem się z tobą, opuszkami palców sunąc po twojej łydce w tę i z powrotem.
Nigdy nie wydawałeś mi się tak piękny i nigdy nie kochałem cię tak bardzo, jak w tej jednej chwili właśnie, gdy w akcie słabości i w poszukiwaniu jeszcze więcej mojej bliskości, wciągałeś mnie na łóżko. Poza tą właśnie chwilą, nie kochałem cię nigdy wcześniej i nigdy więcej, Gara.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz