- Mógłbyś się powiesić? - zagaduje tak nagle, że dotychczasowa cisza zdała mi się niemal niezręczna. Obrócił do mnie swoją twarz profilem, zauważyłem to tylko kątem oka, nie spojrzałem na Tooru. Przytknąłem papierosa do warg i zaciągnąłem się, udając, że się zastanawiam. Jego plecy, o które opierałem się swoimi, co swoją drogą było wspaniałym i jedynym dosłownym urzeczywistnieniem przekonania, że przyjaciel jest dla ciebie oparciem, wydawały się emanować ogarniające mnie znikąd i zupełnie momentalnie ciepło. Jego bliskość bynajmniej nie zapewniała mi warunków do skupienia.
- Czy to jakaś aluzja? - sarknąłem, niezbyt dyskretnie wymigując się od odpowiedzi. Również niezbyt skutecznie.
- Pewnie, wierzysz, że chciałoby mi się bawić w aluzje? - zaśmiał się i zaraz jego ciepłe palce lekko, jakby niepewnie nakryły moją dłoń. Nie miałem pojęcia, czy zrobił to z premedytacją czy też przypadkowo - ani na moment nie odwróciłem się w jego stronę, tym bardziej nie wspomnę więc o patrzeniu. Nie teraz, nie na takiego jego, gdy patrzył zupełnie wprost tymi swoimi poważnymi i jakoś dziwnie wrażliwymi oczami na mnie, a jego dłoń na mojej... Wybuchłem śmiechem, tak patetyczne to było. A ja byłem aż tak dziecinny. Albo po prostu tchórzliwy.
Wyraz jego spojrzenia nabrał ostrości, gdzieś na jego dnie czaiło się politowanie. Zniknęła wcześniejsza czułość, której dotąd nie znałem; wrócił lekko ironiczny wzrok i ten zupełnie nieestetyczny, bezpardonowy wytrzeszcz na twarzy. Stary, dobry Tooru wrócił. Z grymasem zaserwował mi kuksańca pod żebra. - Idiota. Jak boga kocham...
- No to chyba nie bardzo wychodzę na idiotę? - zironizowałem, przerywając mu, jednak odchrząknąwszy, spoważniałem. Wzruszyłem ramionami. - Nie wiem. Że niby teraz?
- No nie, jutro - odpowiedział w podobnym tonie.
- No jutro też mi nie pasuje. I po jutrze w sumie też. Wiesz, jestem trochę zajęty... - urwałem. Nie musiałem przecież kończyć, pointa wisiała w powietrzu.
- Czym niby? - zadał pytanie z gatunku tych retorycznych. Gdzieś tam może zdawaliśmy sobie sprawę, że cała rozmowa zaczynała robić się coraz bardziej bez sensu, ale chyba oboje po prostu kochaliśmy te nasze słowne gierki, przekomarzanki i trele-fere, i proszę pani!, a Tooru ciągnie mnie za włosy!
- Życiem. - powiedziałem, jakbym wypluwał przeżuty tytoń.
- Przez "życie" rozumiesz snucie całymi dniami refleksji nad ulotnością i bezsensem ludzkiego bytu wśród akompaniamentu westchnień i tęsknych spojrzeń w dal?
- Słuchaj, jeżeli ty chcesz...
- No nie. - Wciął się mi w słowo. - Rany, nie. Pomyślałeś, że...- moje spojrzenie było dla niego jednoznaczną odpowiedzią.- Idiota!
- Wcale nie myślałem! - od razu odwróciłem od niego wzrok.
- Jasne, że nie myślałeś - stwierdził nagle zadziwiająco łagodnie, miękko. Przysunął się nawet bliżej, czułem ciepły oddech gdzieś w okolicy prawego policzka. Jego uśmiech jakoś... Coś skręciło mnie w środku, chyba nie powinienem na raz tyle palić. Wszechobecne kłęby papierosowego smogu drażniły nozdrza, zaczęły wydawać się duszące. Zadymione pomieszczenie dziwnie dawało poczucie intymności, izolacji. - Nigdy bym cię o to nie podejrzewał.
Nie rozumiałem, ale coś było nie tak, coś inaczej. Jak można z kogoś drwić zupełnie jak zawsze, a niemal muskać wargami jego ucho?
- Kurrw...! - Tooru wycedził przez zaciśnięte szczęki i jednocześnie jak oparzony odskoczył, łokciem uderzając mnie prosto w twarz.
- No co jest!? - złapałem się za obolałe miejsce, obrzucając kumpla pełnym pretensji i niezrozumienia spojrzeniem.
- Kretynie, twój jebany pet...! - wysyczał przez zęby, machając niekontrolowanie ręką i dmuchając na nią zimnym powietrzem. Dopiero wtedy zauważyłem brzydki, zaczerwieniony ślad i drobinki popiołu na jego dłoni, a potem połączyłem je z papierosem, który wciąż zapalony tkwił między moimi palcami. Zupełnie otwarcie wybuchnąłem śmiechem. Wyłapałem jeszcze spojrzenie, jakim mnie obdarzył, zupełnie jakby patrzył na jakąś wyjątkowo obrzydliwą niższą formę życia. Kurwa, lubiłem to spojrzenie. Dawało... poczucie bezpieczeństwa?
czwartek, 12 grudnia 2013
środa, 11 grudnia 2013
Y
Zainspirowane smutkiem i samotnością.
__________________________________________________________________Conceived sorrow
Złamane światło księżyca wkradało
się przez okno do pokoju na ostatnim piętrze starej kamienicy.
Snopami padało pod kątem na twoją sylwetkę, zarysowując jej
kontur. Twoja skóra wydawała się być bielsza, niż kiedykolwiek,
podobna prószącym na granatowym niebie płatkom śniegu, usypującym
zmarzniętej ziemi ciężkie kobierczyki. Uchylone drzwi balkonowe
wpuszczały mroźne zimowe powietrze, które osiadało w naszej
sypialni, owiewało meble, sosnowe panele podłogowe i nasze nagie
ciała. Lekko drżałeś i zdawało się, jakby twoja cienka napięta
skóra zaraz mogła zostać przebita przez odstające kości.
Czubkiem nosa przesunąłem po twojej klatce piersiowej, żeberko po
żeberku, z dołu do góry, by zatopić twarz w zagłębieniu między
obojczykiem a szyją. Wciągnąłem zachłannie do płuc
oszałamiający zapach twoich drogich perfum, aż zakręciło mi się
w głowie. Poczułem jak powolnie oplatasz mnie swoimi drobnymi
ramionami, jakby zamykając mnie w żelaznym uścisku swojej
namiętności. Odniosłem wrażenie, że chcesz ukraść dla siebie
całe moje ciepło. Gdy przywarłeś wargami do moich ust, ogarnęła mnie obawa, że wyssiesz ze mnie ostatni oddech.
Siedziałeś na samym skraju
łóżka, z całym majestatem swojej postawy wystawiony ku moim
dłoniom, moim ustom i językowi, a ja klęczałem między twoimi
bladymi udami i droczyłem się z tobą, opuszkami palców sunąc po
twojej łydce w tę i z powrotem.
Nigdy nie wydawałeś mi się tak
piękny i nigdy nie kochałem cię tak bardzo, jak w tej jednej
chwili właśnie, gdy w akcie słabości i w poszukiwaniu jeszcze
więcej mojej bliskości, wciągałeś mnie na łóżko. Poza tą
właśnie chwilą, nie kochałem cię nigdy wcześniej i nigdy
więcej, Gara.
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Z
Trochę miłosna historia
Myślę o tobie. Wbrew pozorom, które próbuję stworzyć, dość często. Zdecydowanie zbyt często, zwłaszcza w porównaniu do tworzonych przeze mnie pozorów, że nie myślę o tobie wcale i już zapomniałem w ogóle. Tęsknota za tobą wróciła chyba razem z jesienią, czy raczej wraz ze wspomnieniami, które przyniosła jesień. Może nie powinienem był się rozwodzić nad tym tak bardzo, oszczędziłoby mi to wielu krótkich ścisków serca, zupełnie niepotrzebnych i śmiesznych, ale chyba w tym wszystkim najbardziej tęskniłem za lekkim bólem, który towarzyszył mi zawsze, gdy o tobie myślałem. Może to właśnie dla niego tak bardzo lubię wracać do ciebie wspomnieniami?
Czasem chciałbym spotkać cię ponownie. Porozmawiać z tobą raz jeszcze. Chociażby po to, by móc wreszcie "ciebie", wszystko, co z tobą związane, zapieczętować. Wydaje mi się, że nie potrafię zostawić cię myślami, bo nic właściwie nie zostało wyjaśnione. Chciałbym znów z tobą porozmawiać, żeby w końcu móc dojść do wniosku, że jesteś już nieważny, że nic nie znaczysz. Na pewno taki byłby wniosek. Nie mógłbym pokochać cię po raz drugi, bo nie sądzę, bym chciał zawracać sobie głowę kimś takim. Żebym miał co kochać. Ale teraz nie mogę tego zrobić. Nie mam ku temu podstaw. Zostawiłeś mnie z moim uczuciem, które dalej hodowałem w sobie, aż wyrosło wielkie i pulchne. Karmiło się samo - nieprzespanymi nocami, niezadanymi pytaniami i nieotrzymanymi odpowiedziami. Wszelakimi wątpliwościami. Moimi wspomnieniami Ciebie, a że były wszystkim, co w sobie miałem... zjadało mnie. Ale w końcu chyba dorosło - poszło na studia, znalazło sobie pracę. Odeszło. Jak Ty. Czy jestem wolnym człowiekiem?
Myślę o tobie. Wbrew pozorom, które próbuję stworzyć, dość często. Zdecydowanie zbyt często, zwłaszcza w porównaniu do tworzonych przeze mnie pozorów, że nie myślę o tobie wcale i już zapomniałem w ogóle. Tęsknota za tobą wróciła chyba razem z jesienią, czy raczej wraz ze wspomnieniami, które przyniosła jesień. Może nie powinienem był się rozwodzić nad tym tak bardzo, oszczędziłoby mi to wielu krótkich ścisków serca, zupełnie niepotrzebnych i śmiesznych, ale chyba w tym wszystkim najbardziej tęskniłem za lekkim bólem, który towarzyszył mi zawsze, gdy o tobie myślałem. Może to właśnie dla niego tak bardzo lubię wracać do ciebie wspomnieniami?
Czasem chciałbym spotkać cię ponownie. Porozmawiać z tobą raz jeszcze. Chociażby po to, by móc wreszcie "ciebie", wszystko, co z tobą związane, zapieczętować. Wydaje mi się, że nie potrafię zostawić cię myślami, bo nic właściwie nie zostało wyjaśnione. Chciałbym znów z tobą porozmawiać, żeby w końcu móc dojść do wniosku, że jesteś już nieważny, że nic nie znaczysz. Na pewno taki byłby wniosek. Nie mógłbym pokochać cię po raz drugi, bo nie sądzę, bym chciał zawracać sobie głowę kimś takim. Żebym miał co kochać. Ale teraz nie mogę tego zrobić. Nie mam ku temu podstaw. Zostawiłeś mnie z moim uczuciem, które dalej hodowałem w sobie, aż wyrosło wielkie i pulchne. Karmiło się samo - nieprzespanymi nocami, niezadanymi pytaniami i nieotrzymanymi odpowiedziami. Wszelakimi wątpliwościami. Moimi wspomnieniami Ciebie, a że były wszystkim, co w sobie miałem... zjadało mnie. Ale w końcu chyba dorosło - poszło na studia, znalazło sobie pracę. Odeszło. Jak Ty. Czy jestem wolnym człowiekiem?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)