Miłość
Rzygasz sobą. Wszędzie jesteś tylko
ty. Z palcem w nosie udajesz, że nie obchodzi cię nic. To mnie nie
dotyczy, myślisz uparcie. Poradzę sobie sam, twierdzisz. Nikogo nie
potrzebuję, wciąż powtarzasz. Zasłaniasz się ideologiami o tym,
że jesteś panem swojego losu; że jesteś w centrum własnego
wszechświata i to się liczy. Po prostu nie rozumiesz, o co w tym
chodzi. Modlisz się wciąż, by nikt nie daj bóg nie zauważył
twoich prawdziwych pragnień. By nikt nie usłyszał w twoim głosie
tęsknoty. Na wierzch odkrywasz swoje smutki, by móc ukryć demony,
które naprawdę cię gnębią. Odliczasz czas do autodestrukcji. Tik
tak, tik tak. Tak tik, tak tik. Wszędzie tylko ty – twoje myśli,
twoje uczucia, twoje słowa, twoje czyny, twoja żałosność. Masz
już dość siebie i pragniesz skrycie kogoś innego. Ale boisz się. Drżysz ze
strachu. Jesteś zbyt dumny. Jesteś zwykłym tchórzem. Bój się,
dopadnę cię. Nie zostawię na tobie nawet suchej nitki.